Nie zawsze podróż musi trwać wiele dni i mierzyć tysiące kilometrów, czasem wystarczy odejść dosłownie parę metrów od domu, aby znaleźć się w trybie “podróż”…

W dobie wszechobecnych podwyżek kosztów transportu, ciągłych wzrostów cen paliw, winiet, opłat za autostrady, sieci ViaToll i wszechobecnych fotoradarów, może czasem warto byłoby poszukać relaksu gdzieś bliżej, choćby za przysłowiowym rogiem. Niestety wciąż wielu ludzi uważa, że wyjazd nie daleko od domu jest tylko namiastką wakacji.

PO CO SZUKAĆ DALEKO TEGO CO JEST TUŻ ZA ROGIEM.

Media promując popularne hasło globalizacji wciąż przekonują nas że świat się zmniejszył i tylko na nas czeka. A to wcale nie prawda, bo świat wciąż jest taki sam, ale nasze pojmowanie odległości uległo zniekształceniu dzięki zdobyczom techniki. Podróżując tysiące kilometrów w stronę „ulubionej destynacji wszystkich turystów i w pakiecie all inclusive” zapominamy, że to co dla nas jest tuż za rogiem, dla wielu może być egzotycznym marzeniem, tylko z naszego punktu widzenia tego nie widać. Górale jeżdżą nad morze, mieszkańcy Pomorza i Mazur jeżdżą w góry. Ale też znad Morza Bałtyckiego jeździmy nad Morze Śródziemne, Czarne, czy Adriatyk, Górale z Tatr podróżują w Alpy, Karpaty czy Pireneje. Często potem przyznając się w prywatnych rozmowach, że mieszkając w Zakopanym nigdy nie byli w górach za domem.

Choć wygląda maksymalnie egzotycznie to nasze polskie Katowice i Międzynarodowe Centrum Kongresowe w Katowicach zaprojektowane przez pracownię JEMS i mojego znakomitego kolegę ze studenckich lat Wojtka Koteckiego. foto. wozówka.pl

Choć wygląda maksymalnie egzotycznie to nasze polskie Katowice i Międzynarodowe Centrum Kongresowe w Katowicach zaprojektowane przez pracownię JEMS i mojego znakomitego kolegę ze studenckich lat Wojtka Koteckiego. foto. wozówka.pl

Wakacyjna podróż z plecakiem, przed siebie, przestała już być celem samym w sobie, a liczne foldery biur podróży przekonują, że wszędzie dobrze gdzie nas nie ma, byle dalej, byle więcej pieniędzy zedrzeć z łakomego turysty. Może czasem warto byłoby pójść pod prąd ogólnym tendencjom i samemu poszukać ciekawych, nieznanych nam miejsc choćby tuż za rogiem. Wiem, że ten punkt widzenia podzielają podróżnicy włóczykije, nie ważne czy pieszo, czy rowerem, czy ciągnąc swój dom na kołach. Dla podróżników w ten sposób patrzących na świat, wyprawa zawsze zaczyna się tuż za progiem, a trasa często powstaje pod wpływem nagłego impulsu, szybkiego spojrzenia na mapę i przyjemnego mrowienia gdzieś w środku, na samą myśl o nowych nieznanych miejscach.

Najważniejsze to odważyć się zrobić pierwszy krok przed siebie.

Może właśnie teraz nadszedł właściwy moment, żeby spróbować takiego innego spojrzenia na świat? Właśnie teraz kiedy chmury wulkaniczne unoszą się nad Europą, kiedy wojenna zawierucha ogarnia Bliski Wschód. Świat niesamowicie zmniejszony dzięki komunikacji lotniczej, nagle dziwnym trafem znowu zrobił się wyjątkowo duży, szczególnie dla ludzi uwięzionych na lotniskach i w egzotycznych kurortach. Może czasem warto więc spróbować poszukać relaksu gdzieś bliżej, a nie mniej ciekawie, chroniąc przy okazji nasze środowisko, promując i wspierając lokalny folklor. Oczywiście broń boże nie chcę tu za wszelką cenę zniechęcić do odwiedzenia rajskich zakątków Bałkanów, Iberii, czy Apeninów, Azji Mniejszej lub Północnej Afryki. Może warto było by, raz na jakiś czas zamiast hotelu z basenem, spróbować poznać atrakcje regionu, który jest naszym większym domem, a którego zupełnie nie znamy. Okaże się pewnie że mało kto zdaje sobie sprawę z bogactwa kulturowego, architektonicznego, czy przyrodniczego w zasięgu choćby godziny drogi od domu. Zapewniam, że pozytywne wrażenia gwarantowane.

Dzięki programom Pana Bogusława Wołoszańskiego miasta takie jak Lubań zyskały swoich wiernych fanów, którzy odkrywają te zapomniane architektoniczne perełki na nowo. – foto wozówka.pl

Taką nietypową serią artykułów tym chcemy wypromować, bardziej ekologiczną formę wakacyjnego relaksu, czyli wyprawę równie atrakcyjną, ale dużo bliższą z punktu widzenia odległości od domu. Ciekawe że łatwiej wybrać się na wakacje daleko za dom w poszukiwaniu egzotycznej nowości tego co nieznane, a przecież nieznane jest wszędzie, gdzie nas nie było. Tak jak wielu górali nigdy nie było w górach, mieszańcy równin nigdy nie wychylili nosa poza granice swojego miasta. Czasem bezsensownie daleko szukamy czegoś, co czeka na odkrycie zaraz za przysłowiowym progiem. Nawet najbliższa okolica może być bogata z ciekawostki przyrodnicze, mieć ciekawą historię, albo unikatową architekturę. Na przestrzeni wieków, w Polsce krzyżowały się strefy wpływów Wschodu i Zachodu zmieniały  granice, działa prawdziwa historia świata, a to wszystko pozostawiło po sobie ślady. Historia dokonań naszych przodków zapisana jest w tej ziemi, a listą ich dokonań można by obdzielić kilka narodów, ślady tych dokonań są wszędzie wkoło, wystarczy się rozejrzeć by je znaleźć.

Wakacje na drugim końcu świata wcale nie muszą być ciekawsze niż te za przysłowiową miedzą.

Oczywiście zawsze prostszą alternatywą jest zamienienie się w bezmyślną przesyłkę w formie „paxa” w klapkach i koszuli w palmy. Na lotnisku zabiorą wyjątkowo zabójczy scyzoryk Victorinox z pięciocentymetrowym ostrzem (znany z tego że jest standardowym wyposażeniem terrorystów na całym świecie) i butelkę lakieru do włosów, bo według smutnej pani w przyciasnym mundurku w środku może być wąglik, następnie rozprują walizkę bo suszarka do włosów na „heimannie” wyglądała jak mini uzi. Transferowanym w ramach „tour panoramique” za 50 euro do hotelu i smażoną na plaży zgodnie z programem „touroperatora” z trzema posiłkami dziennie, a to wszystko w ramach „lastminute” za jedyne 1999zł plus, opłata lotniskowa, plus opłata, transferowa, plus obowiązkowe wycieczki fakultatywne i mini safari nad Dunajem i jeszcze wiele innych plusów. A wszystko po to żeby po spędzeniu wakacji się można było pochwalić znajomym fotką sprzed pięciogwiazdkowego hotelu na „fejsie”.

Całymi latami chciałem odwiedzić Trzęsacz z jego malowniczymi ruinami na klifie, w końcu się udało, choć dla mnie to drugi koniec Polski. Ciekawe ilu mieszkańców wybrzeża Bałtyku nie widziało go nigdy na oczy? – foto wozówka.pl

Chociaż codziennie, ze wszystkich stron atakują nas kolorowe foldery z reklamą rajskich wakacji w egzotycznych i bardzo odległych miejscach, to ciekawa okolica tuż za rogiem tylko czeka na jej odkrycie. Jednak aby w ten właśnie sposób spędzić nasze wakacje musimy włożyć nieco wysiłku w poszukiwania. No ale czy w życiu zawsze trzeba iść na łatwiznę? Wystarczy najzwyklejsza mapa okolicy, pomysł na myśl przewodnią wyprawy (architektura, fortyfikacje, przyroda, natura, itp.), choć nie koniecznie i już można się zacząć bawić w podróżnika, na miarę Benedykta Polaka, czy Kaziemierza Nowaka. Może w ten sposób uda się obudzić żyłkę podróżnika i zaszczepić naszym dzieciom zapał do poznawania Świata i tego dalekiego i tego całkiem bliskiego. Ja na przykład lubię kupować w internecie stare przewodniki i książki podróżnicze i z ich pomocą przejść fragment szlaku wielkich podróżników, ważnych wydarzeń lub po prostu ciekawych miejsc. Poszukiwania możemy zacząć choćby w internecie, nie na darmo mówi się że jeżeli nie można czegoś znaleźć w sieci to znaczy że to nie istnieje. Wiele jest możliwych źródeł elektronicznej wiedzy o naszym regionie (u dołu strony publikujemy zestaw znalezionych w sieci potencjalnych źródeł wiedzy). Nawet jeśli nie dysponujemy dostępem do internetu (np. dlatego że już jesteśmy na wakacjach), warto trochę pobawić się detektywa lub poszukać lokalnej informacji turystycznej lub kole PTTK (www.pttk.pl), albo zrobić rekonesans po lokalnych biurach podróży prosząc o lokalne reklamówki. Można też zrobić spacer po lokalnych pensjonatach czy hotelach, które również posiadają dostępne w recepcji lokalne informatory. W ostateczności można się skierować do najbliższego urzędu gminy, miasta, powiatu, leśnictwa lub nadleśnictwa, aby tam zaopatrzyć się w okolicznościowe foldery i mapy regionu, które takie jednostki samorządowe produkują realizując swoją misję społeczną i promocyjną. Zaletą takich materiałów jest niezła dokładność i możliwość dodatkowego poszerzenia wiedzy na miejscu, a materiały te są też bardzo często darmowe. Nie do pogardzenia jest też bardzo duża szczegółowość oraz to że materiały takie tworzone są na podstawie aktualnych informacji z lokalnych źródeł, w przeciwieństwie do wielu przewodników często pisanych z oparciu o nieaktualne wiadomości i zdjęcia ściągnięte z internetu. W lokalnych materiałach można znaleźć wiele prywatnych galerii, muzeów, nieznanych atrakcji geologicznych i nietypowych atrakcji turystycznych  których próżno szukać w większości przewodników.

Polska obfituje w dziesiątki zapomnianych przed turystów uzdrowisk. Wystarczy zajrzeć do przewodnika żeby znaleźć jedno z nich. – foto wozówka.pl

Dla pieszych i rowerowych turystów nieocenione mogą okazać się wydawnictwa okolicznościowe nadleśnictw zawierające bardzo dokładne mapy topograficzne idealne do wytyczania nawet tras spacerowych tam gdzie nie ma wytyczonych szlaków spacerowych. Mapy takie są wyjątkowo dokładne i zawierają praktycznie wszystkie atrakcje terenowe, często doprecyzowane zachęcającymi zdjęciami. Na naszych stronach postaramy się pokazać wam, naszym czytelnikom najciekawsze miejsca do zobaczenia. Czas więc ruszać.

Do zobaczenia na architektonicznych szlakach.

autor: Adam Powojewski

tekst powstał 17 grudnia 2014 roku

Uwaga: Wszystkie materiały zamieszczone na stronie są naszego autorstwa i podlegają ochronie na podstawie ustawy o prawach autorskich. Wykorzystywanie, kopiowanie i powielanie bez zgody autora zabronione.