Wojny stanowią nieodłączny element burzliwej historii świata, gdzie bylibyśmy teraz gdyby nie ostatnia wojna…

Wielkimi krokami zbliżają się kolejne okrągłe rocznice wybuchu II Wojny Światowej. Zawsze te same patetyczne przemowy i kolejne wielkie słowa o bohaterach i ich czynach. O milionach niewinnych ofiar i niewyobrażalnych zniszczeniach. Może jednak tym razem po tylu latach ktoś wreszcie uderzy się w pierś i wskaże przyczyny. I nie mówię tu o totalitarnych ustrojach które wojnę wywołały, ale o naszym podwórku, gdzie politycy jak małe skłócone dzieci zaprzepaścili 21 lat wolności. Gdzie wśród wewnętrznych sporów nikt nie zauważył że zarówno Niemcy jak i Związek Radziecki rosły w siłę.

Cywilizacja, postęp, reset, zaczynamy od zera.

Historia kołem się toczy, teoretycznie idziemy do przodu, choć tak naprawdę kręcimy się w kółko. Cywilizacje przychodzą i odchodzą, na gruzach jednych powstają kolejne. Ceną Rzymu była Grecja, na gruzach Rzymu powstała współczesna Europa. Postęp zawsze dzieje się „kosztem czegoś”. Największym motorem postępu są wojny, ofiary i narzędzie masowej zagłady dają postęp, cierpią ludzie, cierpi architektura, cierpi spuścizna pokoleń…

ARCHITEKTURA ZAMORDOWANA.

Zgubna polityka głupców. Polska poza bardzo nielicznymi, chlubnymi wyjątkami nigdy nie miała szczęścia do władz. Już od czasów Bolesława Krzywoustego i jego pomysłu na pierwszy rozbiór kraju na samodzielne i niezależne dzielnice, historia co chwilę darowała naszemu krajowi tuzów politycznej mądrości. Co monarcha to lepszy pomysł na autodestrukcję, czasem z własnej inicjatywy, czasem dzięki silnemu wsparciu pożytecznych idiotów. Fakt zawsze mieliśmy niezbyt szczęśliwe sąsiedztwo, ale Niemcy i Francja znajdowały się w podobnej sytuacji, a jakoś potrafiły zadbać o swoje interesy. Akcja z Konradem Mazowieckim, który sprowadził nam pod drzwi najgroźniejszego rozbójnika w historii Europy, potem kompletnie bezsensowny Hołd Pruski, gdzie zamiast zlikwidować Pruskie zagrożenie raz na zawsze pozwoliliśmy hydrze przetrwać. Wpadka z Królem Zygmuntem III Wazą, który swoją polityką zagraniczną doprowadził Polskę do wojny ze Szwecją. Wojny której skala zniszczeń kraju i architektury przyćmiły dopiero straty II Wojny Światowej. Potęga Liberum Veto, możnowładczych królewiąt, niebezpiecznych karierowiczów i prywaciarzy, którzy dla własnych korzyści gotowi byli sprzedać kraj (haniebna Bitwa pod Ujściem), kolejne samobójcze powstania i konfederacje, gdzie nieliczna grupa pożytecznych idiotów w imię honoru doprowadzała Polskę kolejny raz do ruiny i na skraj przepaści. Bar, Targowica, Kościuszko (którego zryw odwrócił uwagę Prus od Rewolucji Francuskiej a nam zagwarantował kolejny rozbiór) dzięki którym po kolei traciliśmy resztki wolności, potem wpadka z Napoleonem i wspólna katastrofa pod Moskwą, dalej zrywy Listopadowy, Styczniowy i Wiosna Ludów. Wszystkie te zrywy z góry skazane na niepowodzenie, a jednak ktoś wydał rozkaz do bezsensownej walki bez szans na powodzenie. Jednak na chwilę karta się odwróciła i po Wielkiej Wojnie, dzięki kolejnemu, tym razem udanemu zrywowi całego społeczeństwa udało się odzyskać i obronić niepodległość. Historyczną chwilę później znowu do władzy wróciła bezsilność i prywata, Polak zabija polskiego Prezydenta Gabriela Narutowicza, chwilę później Polacy zabijają się podczas Przewrotu Majowego. Pamiętny Wrzesień 1939 i kolejny wybitny rząd zapowiadający że nie odda nawet guzika, podpala Polskę i ucieka za granicę (Wybitne nazwiska podpisane pod wrześniową polityczną hańbą to Prezydent Mościki i Marszałek Rydz – Śmigły, którzy uciekli na dwa tygodnie przed końcem walk wraz z całą świtą). A jednak bohaterski naród walczy do końca, do października. Wynik? Sześć milionów ofiar i największe zniszczenie, grabieże i spustoszenia Polski od czasu Potopu Szwedzkiego. No ale honor podobno obroniliśmy. To nic że Jałta i Teheran pozbawiły nas prawie 50 procent przedwojennej polski z całym bogactwem historii i architektury kresów Wilna, Grodna i Lwowa. Przecież Stalin dołożył nam z pruskiego dziedzictwa Ziemie Odzyskane, które dały nam bezcenne architektoniczne dziedzictwo Pomorza Zachodniego, Ziemi Lubuskiej Dolnego Śląska i Prus Wschodnich. Bezsensowne ofiary zawsze są wynikiem pychy, głupoty i krótkowzroczności ludzi będących u steru państwa.

Smutne pamiątki minionych chwil.

Każdy konflikt zbrojny jaki dotknął ziemie polskie na przestrzeni tysiąca lat Państwa Polskiego przynosił kolejne fale zniszczeń w architekturze. Najważniejsze miasta kraju wielokrotnie były zdobywane, plądrowane i palone, a nawet te które oparły się wojskom nieprzyjaciela doznały zniszczeń na skutek przygotowań do obrony jak i samego oblężenia. Zgodnie z niezmienioną od stuleci doktryną wojenną miasta przygotowano do obrony poprzez oczyszczenie podejść do niego i otwarcie kierunków, tzw. pól ostrzału. Burzono całe przedmieścia, a nawet zrywano drewniane dachy żeby ochronić miasto przed ewentualnym pożarem. W sytuacji kiedy obrońcy planowali się wycofywać szykowano w oparciu o tkankę miejską kolejne linie obrony. Burzono kościoły, wieże i dzwonnice, równano z ziemią wszystko co mogłoby zagrozić obrońcom. Praktycznie każde ważniejsze polskie miasto przeszło gehennę oblężenia i zdobywania. Tylko nieliczne jak Zamość dzięki swoim doskonałym fortyfikacjom nigdy nie zostało zdobyte. Jednak zdobycie miasta nigdy w historii nie oznaczało bezpiecznego końca walk, zawsze potem zaczynały się orgie barbarzyństwa, grabieży, gwałtów i pożarów. Niewiele jednak miast miało takie nieszczęście jak Warszawa, która z racji stołeczności zawsze musiała być przez najeźdźców zdobyta i ograbiona. Jednak dwa okresy w historii odcisnęły na stolicy największe piętno, potop szwedzki podczas którego zagrabiono absolutnie wszystko co dało się wywieźć. Rabowano nawet to co potencjalnie nie mogło być ukradzione, czyli dekoracyjne elementy budynków, kamienne portale, okładziny ścian, sztukaterie, wszystko co miało jakąkolwiek wartość. Kolejne takie planowe niszczenie i grabież zafundowali Warszawie Niemcy, którzy od pierwszych dni oblężenia we wrześniu 1939roku nie oszczędzali historycznej tkanki miasta. Płonęły więc solidarnie, kościoły, pałace, zamki, szpitale i wszystkie wartościowe z punktu widzenia historii zabytki architektury. Skala planowego niszczenia miasta znana dziś pod nazwą Planu Pabsta przewidywała że po wojnie była stolica Polski będzie małym prowincjonalnym miastem praktycznie bez żadnych śladów architektonicznej polskości. Z hitlerowskim rozmachem planowano w ten sposób potraktować wszystkie potencjalnie polskie miasta, a ludność podbitego kraju planowano zredukować do maksimum 15 milionów ludzi, czyli o przeszło połowę. W ramach tzw. ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej wywieziono i wymordowano całą niechrześcijańską ludność Polskich miast, a zabudowania po byłych gettach zrównano z ziemią. Taki los spotkał całe dzielnice Warszawy, Lublina, Będzina i wielu mniejszych miast i miasteczek.

Festung czyli twierdza.

Pomysł bezwzględnej obrony miasta nawet nie będącego twierdzą nie jest wytworem ostatniej wojny jednak to właśnie podczas II Wojny Światowej doprowadzono do perfekcji umacnianie i obronę zwykłych miast na szybko przekształconych w twierdze. O ile walki obronne w obrębie przedwojennych polskich we wrześniu 1939 nie przyniosły jakiś gigantycznych strat historycznej zabudowie miejskiej (Jak zwykle niechlubnym wyjątkiem była Warszawa bardzo mocno i barbarzyńsko bombardowana od pierwszych dni wojny). To już walki o tzw. wyzwolenie z lat 1944-1945 przyniosły olbrzymie zniszczenia Polskich miast, za co winić należałoby obie strony konfliktu. Rosjan za tzw. profilaktyczne bombardowania nawet słabo bronionych miast, Niemców za chore z punktu widzenia człowieczeństwa fortyfikowanie miast otwartych, które z racji kompletnego nieprzygotowania do obrony długotrwałego oporu stawiać nie mogły. Do historii wojskowości przeszły wielomiesięczne oblężenia z pozoru nieprzystosowanych do obrony radzieckich miast Leningradu i Stalingrad. A po doświadczeniach z oblężeń tych z pozoru zwyczajnych miast niemiecka generalicja uznała że każde nawet najbardziej nieprzygotowane do obrony miasto można przystosować do długotrwałej obrony. Smutny los miast twierdz bronionych do ostatniego żołnierza spotkał wiele polskich miast. Architektoniczny turysta zwiedzający Warszawę, Elbląg, Kołobrzeg, Wrocław, Głogów, Królewiec lub Kostrzyn dojdzie pewnie do wniosku, że mamy fatalnych urbanistów którzy pozwolili nawet w pozornie oryginalnej historycznej tkance na budowę współczesnej architektury. Skala zniszczeń historycznej zabudowy polskich miast zamienionych w twierdze sięgnęła nawet 90 procent.

Bilans zysków strat.

Nasza burzliwa historia mimo iż atrakcyjna i pełna wzniosłych chwil bohaterstwa i chwały, jest też przyczyną olbrzymich strat materialnych i milionów ofiar wśród niewinnej ludności. Historycy szacują że Polska przoduje w proporcjonalnej liczbie ofiar i skali strat mienia i dorobku historycznego spośród wszystkich krajów biorących udział w II Wojnie Światowej. W trakcie działań wojennych utraciliśmy łącznie 38% majątku narodowego w tym 48% przedwojennej powierzchni kraju (~170 tys. km kwadratowych), 20% ludności, pół miliona budynków i zabudowań wiejskich oraz milion gospodarstw domowych. 65% strat poniósł przemysł, 50% infrastruktura kolejowa Ponadto utraciliśmy przeszło 40% dóbr kultury, 66% zbiorów bibliotecznych. Zyskiem było 100 tys. km kwadratowych rekompensat terytorialnych na zachodzie i w tzw. Prusach Wschodnich, jednak tereny te zostały uprzednio pozbawione przez trofiejne oddziały Armii Czerwonej wszystkiego co dało się wymontować i wywieźć lub spalić. A w ramach reparacji wojennych za darmo oddawaliśmy Związkowi Radzieckiemu węgiel i wszystko co dał radę wywieźć z Polski przez pierwsze powojenne lata…

Przewodnik szlakiem ruin.

Spośród miast zniszczonych i nieodbudowanych historyczną zabudową prym wiedzie oczywiście Warszawa niszczona podczas ubiegłej wojny czterokrotnie. Najpierw we wrześniu 1939 roku, następnie podczas powstania w getcie i tuż po nim, potem podczas Powstania Warszawskiego w 1944 roku i na koniec w ramach planowego niszczenia Warszawy przez Niemców na jesieni 1944 roku. Kolejnymi na mapie Polski miastami symbolami wojennej tragedii są na równi Gdańsk, Wrocław i Kołobrzeg. Miasta które z konieczności zostały mianowane fortecami i spełniły swoją smutną rolę łamaczy wojennej fali płacąc za to najwyższą cenę, dziesiątków i setek zburzonych zabudowań. Po dziś dzień miasta te nie zostały do końca odbudowane i wciąż straszą bliznami ruin, pustymi kwartałami śródmiejskiej zabudowy i smutnymi śladami walk z czasu ubiegłej wojny. Poza tymi najważniejszymi ofiarami miejskiego terroru trzeba pamiętać o setkach mniejszych miast i miasteczek, których wojennej historii dziś nikt nie pamięta (np. Jasło zostało zniszczone w 95%). Umarły w zapomnieniu nie stając się symbolami, dostały mały pamiątkowy krzyżyk na murach ratusza i poza małą wzmiankę w Wikipedii. Ostatnim najbardziej wyrazistym miastem symbolem mordowania architektury jest nadodrzański Kostrzyn. Miasto obudowane potężnymi wielokrotnie rozbudowywanymi fortyfikacjami, które ze względu na lokalizację na dalekim przedpolu Berlina było ostatnią przeszkodą na szlaku Armii Czerwonej, a z braku dostatecznej ilości wojska nie obsadzono nowożytnych fortyfikacji planując obronę tylko w obrębie najstarszej historycznej części miasta w zabudowie staromiejskiej i jego fortyfikacjach bastionowych. Tuż po bitwie zabudowa starego miasta wyglądała wprawdzie nieco lepiej niż obecnie, jednak ze względu na skalę zniszczeń i lokalizację tuż przy granicy przyjaźni z Niemcami Wschodnimi zrezygnowano z odbudowy, a zachowane zabudowania zburzono do poziomu piwnic. Dziś nadodrzański Kostrzyn powinien być milczącą pamiątką minionej wojny i przestrogą dla przyszłych pokoleń. Dobrze by było gdyby przynajmniej raz na kilka lat obchodzić tu uroczystości zakończenia wojny, zamiast zamydlać społeczeństwu oczy pustą martyrologią rocznicowych obchodów wybuchu wojny na Westerplatte. Gdzie na terenie zupełnie nie przypominającym tego z czasów wojny polscy politycy świętują dzień porażki polskiej polityki samobójczego bohaterstwa. Ciekawe że na rocznicowych uroczystościach z okazji bohaterskiego Września nikt nie rozlicza pustosłowia wrześniowych polityków i ich ucieczki na kilka dni po wywołaniu wojny. Chyba lepiej byłoby czcić pamięć bohaterskich polityków na zgliszczach ich głupiej polityki.

W ciągu dalszym pochylimy się dokładniej nad losem miast zgładzonych.

Autor: Adam Powojewski

tekst powstał 31.08.2015roku

Uwaga: Wszystkie materiały zamieszczone na stronie są naszego autorstwa i podlegają ochronie na podstawie ustawy o prawach autorskich. Wykorzystywanie, kopiowanie i powielanie bez zgody autora zabronione.